Wiersze

Danuta Czaja urodzona w 1952 roku, zamieszkała w Izdebkach - Rudawcu. Emerytka, założycielka Stowarzyszenia Kobiet Wiejskich w Izdebkach - Rudawcu
Wiersze odzwierciedlają jej sposób widzenia świata, myśli i odczucia. Niektóre z nich publikowane były w Brzozowskiej Gazecie Powiatowej.

Józef Cupak urodzony w 1955 roku, rolnik zamieszkały w miejscowości Wara.
Poezja jego ma kilka nurtów: liryka, satyra, wiersze religijne, refleksyjne, patriotyczne i tzw. okolicznościowe. Stosuje regularne rymy, rytmy, a wiersze jego niosą zawsze jakąś naukę życiową. Pisze o człowieku i dla człowieka. W latach wcześniejszych nigdzie ich nie publikował.
Na łamach miesięcznika "Wiadomości Brzozów" wiersze Józefa Cupaka ukazują się od 1997 roku.
W latach 1998 i 1999 uczestniczył w V i VI Międzynarodowym Spotkaniu Poetów "Wrzeciono" w Nowej Sarzynie. W roku 1999 w konkursie jednego wiersza zdobył II miejsce. Utwory Józefa Cupaka znalazły się w tomikach poetyckich "Wrzeciono 98" i "Wrzeciono 99".
W XIX Międzynarodowym Konkursie Poezji "Szukamy talentów wsi" Opoczno 1999 zdobył wyróżnienie wśród 610 poetów z 30 krajów, a Jego trzy zwycięskie utwory zamieszczone zostały w tomie poetyckim "Panu Jezusowi na 2000 urodziny".
Udział w IX Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim w Przywidziu woj. pomorskie był kolejnym sukcesem Józefa Cupaka. Wyróżniony został za wiersze jedne z ciekawszych we współczesnej literaturze ludowej.

Poezja 2011 r

 

Życzenia

 Dążenia do szukania prawdy

 w tym zróżnicowanym świecie.

 Wiary w przyjaźni siłę, zdrowia,

 wielu przyjaciół, radości z każdej przeżytej chwili wszystkim czytelnikom

 „ Kącika z wierszem”  oraz Mieszkańcom Gminy Nozdrzec z okazji Nowego Roku 2011

 

             życzy Danuta Czaja

 

 

Sumienie

Lata mijają a ja wciąż myślę

 Czy w moim ciele mieszka ktoś jeszcze

 Bo duszę swoją znam doskonale

 Lecz ktoś mi zawsze zadaje pytanie

 

 Kim jesteś żyjąc w obecnym świecie

 Czy wszystkich zrozumiesz? starych i dzieci?

 Czy ludzkie drogi godnymi są Ciebie

 I czy z szacunkiem siadasz przy chlebie?

 

 Chciałabym uciec od odpowiedzi

 Lub je ominąć – lecz ktoś mnie śledzi

 Ktoś dręczy, kusi, prostuje

 Do odpowiedzi chwilę szykuje

 

 Jestem nędznikiem tu zostawionym

 Popełniam błędy, które chcę naprawić

 Lecz z kim rozmawiam? Komu odpowiadam

 - Jestem Sumienie – które ty posiadasz !

 

 Mój przyjacielu z tobą przez życie

 Mogę wędrować zupełnie skrycie

 Ty odpowiedzi na wszystko mi dajesz

 Ty drogowskazem w ciemności się stajesz

 

 Skąd twoja mądrość? By mi odpowiadać

 Nauki celne w moje serce wkładać

 Z tobą rozmowa staje się rozkoszą

 Miłością – o którą ludzie tak proszą

 

 Szczęśliwy człowiek, który cię dostrzeże

 I na rozmowę ze sobą zabierze

 Co ulży ciału i duszy zmartwionej

 Moje sumienie – skarbie nieoceniony

 

 Chcę żyć w przyjaźni do samego końca

 Tyś spowiednikiem – moim obrońcą

 I choćby prawda najgorsza była

 Zawsze ją wskazuj – bo w niej jest siła.

 

                                  Danuta Czaja

 

 

Między prawdą a kłamstwem

 

Między prawdą a kłamstwem są półprawdy szeptane

 Brzmią prawdziwie jak prawda dopieszczone przybrane

 Taka duszę oplecie i umysłem zawładnie

 Jeśli ty jej nie badasz dość wnikliwie dokładnie

 

 A ci którzy ją głoszą są wredniejsi czasami 

 Od szulerów krętaczy ci wiesz że są kłamcami

 Choć opinie swe głoszą sensacyjnie barwione

 Wiesz że prawdy szukając trzeba w inną iść stronę

 

 Lecz się strzeż od szeptaczy którzy to „prawdę znają”

 Lecz nie mówią jej w oczy a po kątach szeptają

 Coś przekręcą dodają przerywając w pół słowa

 Wreszcie wszystko zmiksują i trucizna gotowa.

 

                                                       Józef Cupak

 

 

Między niebem a ziemią

 

Między niebem a ziemią my jak drzewa wzrastamy

 Mamy własne korzenie swoje miejsce i czas

 W cieniu ramion rodziców wciąż najlepiej się mamy

 I tworzymy społeczność tak zupełnie jak las

 

 My wichrami targani burza miota w nas gromy

 Coraz ktoś tam upadnie słychać łomot i trzask

 I zupełnie jak drzewa czasem się odradzamy

 Lecz to tylko niektórych los przywraca do łask

 

 Między niebem a ziemią my jak ptaki wzlatamy

 Niosą nas skrzydła marzeń wicher życia nas gna

 Cel się ciągle oddala czasu  mało tak mamy

 A los szuler karciany jak chce z nami tak gra

 

 My w przypływie tęsknoty do swych gniazd powracamy

 Czasem ze stron dalekich los przygania nas tu

 Gdzie młodzieńcze marzenia w sercach swoich chowamy

 Gdzie nas księżyc i gwiazdy układają do snu

 

                                                       Józef Cupak

 

 

Melancholia, piękno i nadzieja

 

I sypnął luty srebrem na ziemię,

 błyszczą promienie w zmrożonym śniegu,

 szmaragd zieleni w ukryciu drzemie,

 czas jak by chwilę przystaną w biegu.

 

 A jeszcze wczoraj pachniało wiosną,

 lecz jednak luty wciąż zimę woli,

 uciszył w duszy nutę radosną,

 zagrał na strunie mej melancholii.

 

 W mroźne poranki tak kocham ciszę,

 jaskrawość słońca gdy ze snu wstanie,

 brzozy na wzgórzu to o nich piszę,

 przyjazne w piecu ognia trzaskane.

 

 Już za chwil parę wyruszę z domu,

 by szukać wiosny która się budzi,

 dokąd nie mówię o tym nikomu,

 znam takie miejsca z dala od ludzi.

 

                                    Józef Cupak

 

 

Diagnoza

                                          

Młodość we mnie przedwcześnie umarła

To na skutek fałszywej diagnozy

Zamiast zdobić ją białą konwalią

Ją zdobili w jesienne mimozy

 

Potem przyszły dojrzałe lata

Rzec by można czas siły wieku

No i znowu przez kaprys świata

Zrujnowali normy w człowieku

 

Bo nas było zbyt wielu i basta

I za dużo rodziło się dzieci

Wyludniły się wioski i miasta

Na co komu żołnierze poeci

 

Opuściła więc młodość granice

Kraj w konwulsjach starczej agonii

Opuścili więc przyłbice

Jedni drugich oskarżą to oni

 

Zamiast szukać recepty leku

Jak to czynią rozsądni ludzie

Politycy – popatrz człowieku

Znów z lubością tarzają się w brudzie.

 

Marzec 2011

 

 

Burza

 

Już nadciągają czarne groźne chmury

Wiatr porwał piasek z wyschniętej kałuży

Targnął drzewami zaszumiały groźnie

Wiatr jest zwiastunem nadchodzącej burzy

 

Już tłuste krople spłynęły po oknie

Niebo przeorał ostry błysk pioruna

Przydrożna brzoza i gnie się i moknie

A tam nad lasem znowu nowa łuna

 

Raz gniewny pomruk raz trzask niby z bicza

A strugi deszczu spływają na ziemię

Na krzyż przydrożny z świętego oblicza

Kurz opłukało Chrystus jakby drzemie

 

Cichną pomruki i wyjrzało słońce

Las skrupulatnie liczy swoje straty

Przydrożne brzozy spokojnie stojące

Strącają krople i suszą swe szaty

 

Styczeń 2012

 

Pogubiłem

Pogubiłem trochę dni

Gdzieś z pamięci uleciały

Pogmatwałem trochę spraw
które proste się zdawały

 

Potem chciałem uciec gdzieś
Lecz świat zrobił się za mały

Rozerwałem kilka szat
Puste gesty nic nie dały

 

Zwykła szarość dni i spraw
Wciąż jak kamień mnie przygniata

A ja chciałem zmieniać świat
Będąc marną cząstką świata

 

Syzyfowy wielki głaz stoczył się niejeden raz

Próbowałem zawsze wtoczyć go na nowo

Czy to dobrze czy to źle czas oceni kiedyś mnie

A werdyktem będzie tylko jedno słowo

 

Styczeń 2012

 

 

 

Zima

I zaskrzypiała pod nogami zima

W mroźnym powietrzu sypią się diamenty

San skuty lodem niby wstęga sina

W dali zaś lasu zielone fragmenty

 

 

Szarość bezlistną lekki szron okrywa

A cała reszta otulona bielą

Słońce jaskrawe oko łzą napływa

A wokół cisza tak ja przed niedzielą

 

Jaskrawy błękit czasem ptak przekroi

Reszta wtulona gdzieś w gałęziach drzemie

Stary kościółek tuż nad drogą stoi

Jest tak sędziwy że wrósł chyba w ziemię

 

Lecz wkrótce słońce skruszy czaszę lodu

Po zimie wiosna na świecie nastanie

O tym śnią ptaki drzemiące wśród chłodu

Ty nad snem ptaków czuwasz Dobry Panie

 

 

10 lutego 2012 roku

 

 

 

Naucz mnie Panie

 

Naucz mnie Panie takiej modlitwy

W której nieważne są gesty słowa

Która to duszy bywa wyzwaniem

Taka płynąca z duszy rozmowa

 

Chcę Ci za wszystko umieć dziękować

Jak ptaki wiosną jak kwiaty polne

Radosne hymny śpiewają Tobie

Dla Ciebie kwitną piękne i wolne

 

Naucz mnie Panie bym umiał prosić

Jak prosi wody spękane pole

Gdy tkwi spokojnie w proszącym geście

Czcząc Twe zamysły przyjmując wolę

 

Chciałbym przepraszać za swoje winy

Ze wstydem dziecka w dziecka pokorze

By gniew Twój nie trwał nawet godziny

Byś mógł przebaczyć mi Dobry Boże

 

Pozwól odchodzić cicho bezpiecznie

Bo już powoli przecież odchodzę

Z wiarą że kiedyś żyć będę wiecznie

Że jeśli zechcesz znów się odrodzę

 

16 lutego 2012 r.

 

 

 

 

 

 

 

Współpraca zagraniczna:

Projekt i wykonanie: d4u.pl projektowanie stron www, szablony, allegro
Adres email Urzędu Strona główna Kontakt